Dostatek

May 11

Praca, pieniądze, przedsiębiorczość

[ odcinek pierwszy ]

Czy warto zostać przedsiębiorcą? Czy można to zrobić nie mając znajomości, umiejętności ani pieniędzy? Czy można dużo zarabiać bez unikania płacenia podatków i stresujących kombinacji? Czy czas i wytrwałość to wszystko czego potrzebujesz, by pracować na swoim i dobrze zarabiać? Co się stanie gdy zaczniesz zarabiać znacznie więcej niż inni?

Nie wiem jakie będą dobre odpowiedzi dla Ciebie, ale mogę podzielić się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem z ponad 20 lat własnej praktyki.

Po przejściu z okresu biedy do ponadprzeciętnego dostatku, co mi osobiście zajęło pełne osiem lat pracy przez sześć do siedmiu dni w tygodniu, przy czym dzień pracy to było zwykle 16 lub więcej godzin, bez urlopów i bez wakacji, więc cena raczej nie taka mała za to przejście, głównym problemem, ale za to słodkim, jest to jak robić dobry użytek z własnego dostatku, żeby zachować poczucie sensowności zarabiania więcej, niż się potrzebuje “do życia”.

Muszę też dodać, że wcześniej przez 12 lat nabywałem zawodowych kwalifikacji ucząc się “w locie” nowych rzeczy, a także ucząc się jak tego nie robić – po drodze plajtując dwa razy, ale tak na serio plajtując i zaczynając od dużego minusa, wcale nie od zera.

Muszę dodać jeszcze, że biedować przestałem dopiero jakieś 5 lat temu, a dobrze zarabiam dopiero od jakichś trzech lat. Nadal mam pewną trudność z przestawieniem się mentalnie i dostosowaniem do nowych okoliczności. Czasem napada mnie głupawka i kupuję przydatne przedmioty dla przyjemności, jak wygłodzone dziecko, które dorwało się do torby ze smakołykami. Zarabianie więcej niż się potrzebuje do przeżycia to nie jest wbrew pozorom od razu niebo na ziemi.

Przypomnę jednak, że zajeło mi to w sumie ponad 20 lat. Trudno więc nazwać mnie zdolnym geniuszem, który w Ameryce zarobił setki milionów dolarów sprzedając swój ledwie trzyletni start-up dużej korporacji. W moim przypadku to była raczej upiorna harówka przez wiele lat, i zwyczajnie uparta chęć wyjścia z biedy i spłacenia starych, honorowych długów. Nie miałem w planie zarabiać ponadprzeciętnych pieniędzy. To przyszło niepostrzeżenie, dzięki wieloletniemu uporowi i ciężkiej pracy na okrągło.

Czy to jest definicja przedsiębiorczości? Nie jestem pewien. I nie dziwię się wcale, że większość ludzi woli sprzedawać swoją pracę na etacie u kogoś innego. Bycie przedsiębiorcą to naprawdę nie jest robota dla każdego. Nie polecam, chyba, że jesteś szalony/szalona, jak ja.

Długo nie mogłem sobie z tym nowym dla mnie dostatkiem materialnym poradzić jakoś mądrze, bo gromadzenie bogactwa, w sensie pomnażania pieniędzy bez umiaru, uważam za złudny nonsens, i po prostu dawałem pieniądze, gdy widziałem, że ktoś z rodziny czy znajomych jest w potrzebie. Szedłem za odruchem serca, i na ogół dobrze to wychodziło. Może dlatego, że z dostatku mi nie odbiło i nadal dobrze pamiętam lata własnej biedy. Nie umiem też prowadzić wystawnego trybu życia, i w ogóle raczej nie widać po mnie ile zarabiam. Chyba. Nie muszę tego ukrywać, bo nie umiem tego pokazywać, jakoś tędy to idzie.

W końcu wpadłem na pomysł, by narzucić sobie pewną zdrową dyscyplinę finansową przez rozpoczęcie skromnych bo skromnych, a przy tym częściowo wspartych kredytem inwestycji. Żadna ekstrawagancja, po prostu domek na wsi. Miałem wstręt do kredytów i pożyczek po latach upokorzeń z tego tytułu, ale dobrzy ludzie wytłumaczyli mi, że powinienem wziąć jakieś tam kredyty i je grzecznie spłacać, bo dobrej historii kredytowej nie buduje się przez unikanie kredytów, a kiedyś może się ona przydać. Niby oczywistość, ale trzeba było mnie do niej przekonywać, i to długo.

Mam to szczęście, że w mojej branży (informatyka) jest spore pole do automatyzacji działalności, więc nie zatrudniam (jak dotąd) pracowników, a to czego osobiście nie umiem, lub nie mam czasu zrobić, zlecam innym firmom. Moje doświadczenie z pracą na etacie jest więc praktycznie zerowe w tych czasach, bo pracuję tylko z przedsiębiorcami i dla przedsiębiorców.

Ta automatyzacja pozwala na dość wysokie marże, a przy modelu biznesowym opartym o subskrypcje oznacza to, że mogę bez żadnych kombinacji i optymalizacji płacić grzecznie wszystkie podatki, nie obawiać się żadnych kontroli i z tego powodu mieć naprawdę spokojny sen. To co zostaje zupełnie mnie zadowala. Cieszę się, że moimi podatkami wspieram miasto, w którym mieszkam, i jest to fajne energetyczne sprzężenie zwrotne.

Myślę, że warto promować taką otwartość odnośnie własnych finansów, bo wtedy zamiast budzenia niezdrowej, a do tego całkiem nieuzasadnionej zawiści, można pokazać, jaka jest faktyczna cena pracy na swoim, i że naprawdę nie ma czego nam, przedsiębiorcom, zazdrościć. Każdy chciałby więcej zarabiać, ale mało kto zdaje sobie sprawę, ile to faktycznie człowieka kosztuje.

Jeśli jednak masz dość odwagi, czy raczej gotowości do życiowej brawury, to zapraszam do lektury kolejnych odcinków.

Subscribe via RSS