Quem quaeritis? Non est hic

Nov 07

Jeszcze chwilę temu słońce przeglądało się w ciepłych, żółtych i czerwonych odcieniach liści szeleszczących wciąż na drzewach. Aż tu któregoś ranka patrzysz, a drzewa stoją nagie zupełnie, w morzu liści u swych stóp.

Jeszcze chwilę temu niebo było niebieskie, i widziałem na nim, w Gdańsku Oliwie, stojąc przy grobie Wojtka Jażownika, tylką jedną, dużą literę W.

Teraz dopiero dostrzegam tam także pojawiającą się, nieśmiało, literkę T.

Teraz, słońce, gdy zaświeci w przesmyku między mglistymi i deszczowymi godzinami coraz krótszego dnia, patrzy Ci w oczy przenikliwie i jasno. Nie ma już cienia, w którym mógłbyś ukryć swoje zakłopotanie przenikliwością napotkanego spojrzenia.

Listopadowe zwyczaje ludzi są jednak trochę dziwne. Jak lustro odbijają nasze lęki i skłonność do patrzenia w przeszłość, zamiast w przyszłość, i w teraz, w chwilę, która co prawda mija, ale akurat jest, i poza nią nie ma nic innego. Chwilowo.

Dlaczego na przykład ludzie fotografują nagrobki swoich bliskich? Dlaczego nie fotografują raczej widoku, który z tego dokładnie miejsca się rozpościera?

Czy pamiętamy dla nich, czy tylko dla siebie?

Czy chcemy pamiętać śmierć, czy życie?

Gdy następnym razem pójdziesz na grób kogoś bliskiego, rozejrzyj się też wokół, spójrz w górę. Wytrwaj w tym nietypowym rozglądaniu się, przez chwilę. Może zobaczysz coś więcej?

Quem quaeritis? Non est hic.

P.S. Tomku, dedykuję Ci tę nietypową mowę, której osobiście nie wygłoszę, bo we wtorek będę obecny tylko duchem. Coś mi mówi, że nie tylko ja. Mowa jest nietypowa, bo brakuje w niej głównego bohatera. Dodatkowo, autor czepia się żyjących, a obecnych. Wszystko jest tu na opak, i nie na miejscu, zupełnie jak w jakimś hydeparku. Zupełnie jak w życiu. Jedynie tytuł zawiera, nomen omen, niewielką podpowiedź.

Subscribe via RSS