Literka na niebie niebieskim

Sep 05

To wszystko przez naszego Belfra (Tomek Borewicz), który uznał za stosowne udać się w kierunku drabiny, czy też schodów, o których dawno temu śpiewali, a zwłaszcza grali, tacy czterej z Led Zeppelin. Przynajmniej tak się odgrażał na fejsbuku, prawda.

W całkowicie WiP-owskim stylu, z dnia na dzień, powstał plan naszej wspólnej ze Sławkiem Dutkiewiczem podróży do naszych obolałych i cierpiących kumpli, do Belfra oraz do Jacoba (Wojciech Bankyo Jankowski), któren to całkiem niedawno cudem, nie tylko chirurgicznym chyba, został ocalon, dzięki czemu Syriusz i Pufeć mogą nadal wesoło hasać w Kącikach.

Mimo że wszystko działo się tak szybko, że niemal bez uprzedzenia, udało nam się spotkać na rybce w Sopocie, nad samym morzem, w całkiem sporym gronie. Dziękuję za to piękne i długie spotkanie głównemu sprawcy, czyli Tomkowi Borewiczowi, a także Gosi Gorczewskiej, Sławkowi Dutkiewiczowi i Krzysztofowi Gotowickiemu.

Następnego dnia, dzięki przytomności umysłu Sławka oraz nawigacji samochodowej, która poprowadziła nas z Żabianki do obwodnicy właściwą drogą, bo ulicą Czyżewskiego, na której ongiś akurat tam mieszkałem, we właściwej chwili i we właściwym miejscu zatrzymaliśmy się, by odwiedzić naszego wspólnego przyjaciela, Wojtka Jażownika.

Jako że krajobraz wyglądał inaczej niż na zimowych zdjęciach, trafiliśmy na miejsce tylko dzięki nawigacyjnej pomocy Izy i Gucia. Dobrze, że kwiaciarnia, którą pamiętam z dawnych lat, nadal tam działa, i mogliśmy zapalić Wojtkowi światełko do nieba, tak pięknie niebieskiego tego dnia.

Pamiętam morze światełek i wręcz chmury dymu ze zniczy nad tym miejscem, każdego listopada. Było je dobrze widać z balkonu naszego mieszkanka. Zawsze przywoływały moment refleksji nad przemijaniem i zagadką życia, ale przecież wszyscy byliśmy nadal tak bardzo młodzi i nieśmiertelni..

Ten nasz przystanek pomiędzy Żabianką Belfra, a Kącikami Jacoba, był jak milczące i zadumane, choć pogodne już jakoś ogniwo w wędrówce od życia, przez cierpienie, do.. życia.

Niespodziewane spotkanie po latach z Izą następnego dnia w Kącikach, podobnie jak wcześniej telefon od mojej Grażynki o światełku, które też zapaliła Wojtkowi dokładnie wtedy, gdy my to zrobiliśmy, choć nie wiedziała gdzie i kiedy będziemy, spięły klamrą pamięci tę naszą pielgrzymkę przyjaciół dla przyjaciół.

Dziękuję, że mogłem Was wszystkich spotkać i pogadać chwilę.

Subscribe via RSS