1 cm n.p.m.

Feb 23

O ile Gra Na Czas zdaje się wynikać z połączenia zdolności do oceny, że napisanie wypracowania zajmie 15 minut, oraz potrzeby wykorzystania całej reszty czasu na zbieranie myśli, tudzież łapanie natchnienia, co owocuje napisaniem tegoż wypracowania w ciągu ostatnich 15, zamiast pierwszych 15 minut podwójnej godziny lekcyjnej, nie należy tego fenomenu mylić z odkładaniem zadania w nieskończoność, które owocuje, czy raczej nie-owocuje, napisaniem czegokolwiek, kiedykolwiek.

To pierwsze, które nazwałem umyślnie Grą Na Czas, jest związane z gotowością, a nawet potrzebą podjęcia ryzyka realizacji zadania w ostatniej chwili, podczas gdy to drugie, jest nazywane Prokrastynacją, i obecnie jest traktowane jako zaburzenie psychiczne, dzięki czemu zwyczajny leń może zasłonić się doskonałym usprawiedliwieniem, a człowiek faktycznie mający takie zaburzenie zyskuje dodatkowy problem - napiętnowanie. Głupia sprawa z tymi medycznymi klasyfikacjami. A proponowane środki zaradcze bywają głupie przeraźliwie: “samoleczenie poprzez zmuszanie się do pracy i stopniowe przezwyciężanie trudności”.

Wracając jednak do tytułowego centymetra nad poziomem morza. To może być w Elblągu, w Amsterdamie, albo gdziekolwiek jesteś teraz na drodze swojego życia.

Balansowanie wokół tego centymetra to sztuka, którą można uprawiać, nie zdając sobie z tego sprawy, latami. Pewnie dlatego, że tylko stany wyraźnie p.p.m bywają rozpoznawane zgodnie ze swoją geograficzną definicją. Na mapach z hipsometrią barwną obszar depresji oznacza się zwykle kolorem ciemnozielonym. To ciekawe, bo przecież (przynajmniej współcześnie) zielony to kolor uzdrowienia, nadziei i wolności. Oraz ekologii, oczywiście.

Na poziomie 1 cm n.p.m sprawy wyglądają niewystarczająco czytelnie. Jak zaświeci słońce, to wszystko wydaje się być chwilowo OK, choć proste czynności nadal wymagają niemal nadludzkiego wysiłku woli i przysparzają zmęczenia, które odbiera siły na zrobienie czegokolwiek poza tym, co absolutnie konieczne do fizycznego przetrwania.

Ale że jednak jakimś cudem dajesz radę przetrwać fizycznie, nawet jakimś cudem pracować i zarabiać na przeżycie, nie przychodzi Ci do głowy, że być może coś jest naprawdę nie tak, i że naprawdę potrzebujesz pomocy, a nie głupkowatych porad o zmuszaniu się do pracy i stopniowym przezwyciężaniu trudności.

Tak mijają tygodnie, miesiące, lata. Tkwisz w tej swojej jaskini, ograniczając wysiłek do życiowych konieczności i stwarzania pozorów życia, które wciąż dają się wykrzesać z tego 1 cm n.p.m.

Bywa, że los się odmienia, i z jakiegoś powodu, albo żeby było dziwniej, bez wyraźnego powodu, możesz znaleźć się znacznie wyżej, w bezpiecznej przestrzeni życia n.p.m.

Ale jak to się stało, że wcześniej zjechałeś do 1 cm? Dlaczego tkwiłeś tam tak długo? Pewnie trzeba przyjrzeć się swojej życiowej drodze, żeby znaleźć jakiś klucz do tych zagadek. Albo zapytać jakiego medyka. Albo jedno i drugie. Któż to wie.

Jeśli ktoś z dawnych znajomych nie kontaktuje się od dawna, a jakoś nigdzie nie da się znaleźć jego nekrologu, nie zakładaj pochopnie, że pewnie jako milioner na Hawajach zadziera nosa, zapominając o dawnych kumplach i koleżankach. Pomyśl raczej, że może właśnie balansuje wokół tego jednego centymetra. Być może milczenie jest jedynym sygnałem S.O.S, który jest w stanie nadać.

Subscribe via RSS