Cybernetic Eternity

Feb 09

To jakaś ironia losu, że pewna nieufność, połączona z brakiem szczególnego entuzjazmu dla świata cyfrowych słów i obrazów, które, mimo swej profesji, dzieliłem z Wojtkiem, doprowadziły do tego, że o mało co zupełnie przegapiłbym Jego pogrzeb na cmentarzu w pięknej Oliwie, na który swego czasu mieliśmy panoramiczny widok z naszego siódmego piętra, na Gdańca. Bo nie korzystam z, ani nie odwiedzam Facebooka, a przyjaciele z młodości myśleli, że skoro wszyscy wiedzą, bo na FB to ogłaszali, to ja też.

Nic nie zastąpi spotkań offline, czy choćby rozmowy przez telefon. Jak teraz o tym myślę, to wydaje się, jakby to było wczoraj, ale gdy po raz ostatni rozmawiałem z Wojtkiem przez telefon, miał ten sam głos co wtedy, gdy jego Wartburgiem jechaliśmy całą paczką oglądać kamieniczki na Starówce w Elblągu, jakieś dwadzieścia siedem lat temu, tak myślę.

Oglądałem zdjęcia z pogrzebu, i to zadziwiające, że niektórzy zmienili się wizualnie niemal nie do poznania, a inni wcale. Założę się jednak, że każdego ze znajomych zawsze poznasz po głosie, choćby po trzydziestu latach.

Wszyscy kiedyś umrzemy, choć daj nam Boże dobre zdrowie i jeszcze długie i ciekawe lata na tym świecie. Może jednak zróbmy coś, by widzieć się nie tylko na pogrzebach, lub historycznych zjazdach. Może jednak zróbmy coś, by nasza wspólna pamięć żyła dłużej niż my sami, jej kruche nośniki.

Może jednak zróbmy coś, by powiernikiem naszej wspólnej pamięci było coś lepszego i trwalszego niż hałaśliwy i wciąż spieszący do otchłani zapomnienia strumień Facebooka, pustkowia Wordpressa, czy zakurzone dyski komputerów na strychach domów naszych prawnuków, o ile będziemy mieli szczęście mieć prawnuki, oczywiście. Może jednak zróbmy coś.

Subscribe via RSS